Jaki rok dla srebra i złota?
Zobacz więcej:
Ci, którzy w ubiegłym roku zdecydowali się na inwestowanie w metale szlachetne, z pewnością tego nie pożałowali. Rok 2010 bowiem, to rok, w którym rynek srebra czy złota przyniósł im nadzwyczajne zyski. „Kombinacja dodruku dolarów, bankructwa Grecji i zerowych stóp procentowych okazała się idealnym podłożem dla wzrostów notowań srebra i złota” - pisze Krzysztof Kolany, analityk portalu bankier.pl.
A co czeka nas pod tym względem w rozpoczętym niedawno roku 2011? Kolany jest zdania, że ceny kruszców w dalszym ciągu utrzymają tendencję wzrostową. Będzie się tak działo dlatego, iż 2011 rok obfitował będzie w równie mocne zawirowania w gospodarce. W takiej sytuacji, inwestowanie w metale szlachetne może okazać się bardzo zyskowne i bezpieczne.
Dodajmy, że w ubiegłym roku ceny złota, wyrażone w dolarach, wzrosły w stosunku do poprzedniego roku aż o 30 procent, co oznacza jedenastą z rzędu roczną zwyżkę ceny tego kruszcu.
Olbrzymią zwyżkę zanotowały w 2010 roku ceny srebra. Metal ten podrożał aż o 83 procent.
Z innych metali szlachetnych odnotujmy dwukrotny wzrost wartości palladu oraz słabsze wyniki platyny, która zdrożała jedynie o 22%. Wprawdzie to najsłabszy wynik, ale i tak platyna okazała się zabójcza dla różnego rodzaju giełdowych indeksów, mocno je przebijając.
Czy zatem warto dalej inwestować w złoto?
Oddajmy głos analitykowi bankier.pl, który kompetentnie przybliży nam tę kwestię: „W grudniu nominalne dolarowe ceny złota ustanowiły nowy rekord wszech czasów, sięgając 1.430 USD za uncję. Jak zwykle w takich okolicznościach aż zahuczało od komentarzy ogłaszających bańkę spekulacyjną na tym rynku. Tymczasem żółty metal bił rekordy także w targanym kryzysem Eurolandzie, gdzie za uncjową sztabkę żądano nawet 1.065,85 euro. W bardziej stabilnych walutach (jak na przykład polski złoty czy frank szwajcarski) nominalny szczyt cen złota odnotowano w czerwcu i do dziś nie został on pobity.
Aby sprawdzić jakość fundamentów złota, należy oderwać się od teraźniejszości, spojrzeć w przeszłość i odnieść bieżącą wartość metalu do innych klas aktywów. Jednym ze wskaźników względnej wartości żółtego kruszcu jest porównanie rynkowej wartości dostępnego złota do ilości pieniądza w obiegu. Szacuje się, że w ciągu całej historii ludzkości wydobyto około 165 tysięcy ton złota, z czego mniej więcej 85% kruszcu wciąż jest dostępna. Tylko 15% metalu zostało zagubione (np. w zatopionych galeonach czy grobowcach faraonów) lub bezpowrotnie zużyte (np. w sondach kosmicznych czy urządzeniach elektronicznych). Tak więc przy cenie 1.385 USD za uncję wartość całego dostępnego złota wynosi ok. 6,3 biliona dolarów. Ta astronomiczna kwota blednie jednak w zestawieniu z ilością wyprodukowanego papierowego pieniądza. Do końca września 2010 roku (a więc jeszcze przed rozpoczęciem dodruku pieniądza przez Fed) po świecie krążyły monety i banknoty o wartości nominalnej 4,7 biliona dolarów. Czyli za wszystkie istniejące fizycznie pieniądze można by kupić
75% dostępnego złota.
Jednakże realnie istniejące monety i banknoty to tylko niewielka część pieniądza będącego w posiadaniu mieszkańców Ziemi. Współcześnie pieniądz to najczęściej wirtualny zapis na rachunku bankowym. Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie depozyty bankowe płatne na żądanie (czyli agregat M1), to ludność naszej planety dysponowałaby przeszło 20 bilionami dolarów. Tak więc przy obecnej cenie wartość całego dostępnego złota to mniej niż jedna trzecia globalnego zasobu gotówki. To także mniej niż łączne zadłużenie Stanów Zjednoczonych (14 bilionów dolarów), choć w przypadku amerykańskich obligacji
głosy o bańce spekulacyjnej słychać znacznie rzadziej.
Po 11 latach wzrostów złoto nie jest wyceniane już tak atrakcyjnie względem akcji największych amerykańskich korporacji. W szczycie bańki internetowej aby kupić indeks Dow Jones Industrial Average (liczony w punktach) trzeba było wydać prawie 45 uncji złota. Drugą skrajnością był rok 1980, gdy wystarczyła niewiele ponad jedna uncja rekordowo drogiego złota, aby wejść w posiadanie indeksu skupiającego 30 największych spółek notowanych na nowojorskich giełdach. Na początku roku 2011 DJIA był wyceniany na 8,44 uncji złota, czyli mniej więcej na poziomie 125-letniej średniej. Niemniej jednak w czasie wieloletniej bessy na rynkach akcji (a moim zdaniem z taką mamy obecnie do czynienia) relacja DJIA-złoto schodziła znacznie niżej. W szczycie giełdowej paniki może się zdarzyć, że całego Dow Jonesa będzie można kupić za 1-2 uncje żółtego kruszcu.
Tak więc w ujęciu długoterminowym złoto fundamentalnie wygląda dobrze i prezentuje potencjał wzrostowy zarówno względem rynków akcji jak i krążącej po świecie gotówki. Wsparciem dla cen metali szlachetnych powinien być program ilościowego poluzowania polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych (ang. quantitative easing – QE), który w mojej ocenie nie przyniesie zamierzonych rezultatów gospodarczych (czyli spadku bezrobocia). W związku z tym Ben Bernanke zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zwiększy jego skalę, wprowadzają w życie QE3, co doprowadzi do dalszego wzrostu bazy monetarnej będącej podporą obecnych cen złota. Z kolei po wschodniej stronie Atlantyku Europejski Bank Centralny zostanie zmuszony do zwiększenia skali skupu państw PIIGS, co w swej istocie także sprowadza się do dodruku pieniądza. Jeśli do tego dodamy Chiny, gdzie podaż pieniądza rośnie w tempie 20% rocznie, to o fundamentalne uzasadnienie wzrostu notowań złota możemy być spokojni.
Po drodze niewykluczone są jednak gwałtowne korekty wynikające z ogromnej niepewności panującej na rynkach finansowych. Jak na razie na świecie dominują optymistyczne nastroje, co przekłada się na spadek zainteresowania bezpiecznymi aktywami. Jednakże ten spokój bardzo łatwo może zostać zburzony, co oznaczałoby silne turbulencje na rynkach walutowych, kapitałowych i surowcowych. W pierwszym okresie tych zawirowań metale szlachetne mogłyby tracić na wartości, podążając śladem surowców przemysłowych”.
A srebro? Czy w dalszym ciągu będzie lepsze od złota?
Krzysztof Kolany pisze: „Druga połowa 2010 roku stała pod znakiem skokowego wzrostu cen srebra, które pod względem osiągniętej stopy zwrotu zdeklasowało złoto. Biały metal znany jest z tego, że do zwyżki dojrzewa dłużej, ale też jego osiągi są bardziej imponujące. W zeszłym roku na rynku srebra mieliśmy do czynienia z historyczną zmianą. Dwie wielkie instytucje finansowe, które od lat grały na spadek cen srebra, pod wpływem procesów sądowych o manipulację rynkiem zaczęły ograniczać krótkie pozycje w tym metalu. To sprawiło, że inwestorzy znów zainteresowali się srebrem, które według historycznych standardów było nieprzyzwoicie wręcz tanie.
W efekcie w 2010 roku parytet cen złota względem srebra spadł z 65,1 do 46,1, czyli o 29%. Niemniej jednak aż do początków XX wieku relacja ta z reguły nie przekraczała poziomu 20:1. Zakładając, że od 20 lat jesteśmy w trendzie powrotnym do historycznych relacji, to pod koniec tego roku uncja złota może być warta już „tylko” 40 uncji srebra. Przy prognozowanych przez analityków poziomie cen złota rzędu 1.600-1.800 USD, 31,1 gram białego metalu byłoby warte około 40-45 USD”.
Podsumowując, bieżący rok na pewno nie będzie dla metali szlachetnych gorszy od roku 2010 zapowiadając się doń podobnie. „Wciąż kryzysowa sytuacja w sferze finansów implikuje anormalne działania głównych banków centralnych, co wywołuje powolną erozję zaufania do papierowego pieniądza. Na tym gigantycznym procesie realokacji majątku powinni skorzystać posiadacze złota i srebra, czyli odwiecznych metali monetarnych. W tym roku nieposiadanie kruszców może okazać się większym hazardem niż kupno złota i srebra nawet po rekordowo wysokich cenach” - komentuje Krzysztof Kolany.
Oprac. Jarosław Ciszek
Dodaj opinię/skomentuj powyższą wiadomość: Komentarze: (łacznie 1) Autor: ydVQOpxXDTISu Dodano: 29 stycznia 2011 lxEV5o weiysfubvzog, [url=http://tihonbmpozmh.com/]tihonbmpozmh[/url], [link=http://nweulwppqsyb.com/]nweulwppqsyb[/link], http://zgeuigqtipbx.com/
|
Polecane działy
Jaki rok dla srebra i złota? |